Niektórzy z Beau-Rivage widzą już szczyt, Izrael widzi Jemen

Chociaż pewnych wiadomości z Lozanny jak zawsze nie ma, to z tych, które przeciekają do mediów, wynika, że osiągnięcie porozumienia w terminie nie jest pewne. Jednocześnie Izrael przystąpił do ostatniej, jak się wydaje, próby storpedowania ewentualnej umowy.

– Porozumienie z Iranem, które wydaje się być coraz bliżej, potwierdza wszystkie nasze wcześniejsze obawy, a nawet okazuje się jeszcze gorsze – powiedział premier Izraela Benjamin Netanjahu i powiązał rozmowy atomowe, jak wielokrotnie w przeszłości, z sytuacją na całym Bliskim Wschodzie.

Tym razem jednak Netanjahu poszedł krok dalej. – Oś Iran-Lozanna-Jemen jest bardzo niebezpieczna dla ludzkości i musi zostać powstrzymana – powiedział, oskarżając Teheran o próbę „podbicia całego Bliskiego Wschodu”.

Jak idzie w Lozannie?

Obawy Izraelczyków mogą okazać się na wyrost, bo z Lozanny nie dochodzą optymistyczne dla powodzenia rozmów wieści.

Z jednej strony Teheran miał się zgodzić na mniej niż 6 tys. wirówek do wzbogacania uranu i wysłanie zapasów tego surowca do Rosji, w zamian za co mocarstwa ponoć zezwoliły na kontynuację badań nuklearnych w Fordo (w celach medycznych), a wiceszef MSZ Iranu Abbas Araqchi mówi o wykonalnym planie porozumienia, to sygnałów przeciwnych też jest kilka.

Napięcie w Lozannie pokazuje chociażby odwołanie przez sekretarza stanu Johna Kerry’ego wylotu do USA na uroczystości upamiętniające Edwarda Kennedy’ego. Kerry miał lecieć do domu w poniedziałek, ale „w związku z trwającymi negocjacjami w Szwajcarii sekretarz stanu żałuje, ale nie będzie mógł osobiście dzielić tej wyjątkowej chwili ze zgromadzonymi”.

Atmosferę podgrzał też w sobotni wieczór szef MSZ Iranu Mohammad Dżawad Zarif, pisząc na Twitterze, że oczekuje od USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Rosji i Chin gotowości do kompromisu.

Szef MSZ Francji Laurent Fabius dodał zaś, co mówił już wielokrotnie, że oczekuje podpisania „porozumienia o mocnych podstawach”. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier pokusił się zaś o górskie porównanie ostatniego etapu do „ostatnich metrów trudnej wspinaczki na szczyt”.

– Patrząc na szwajcarskie góry, przypominam sobie, że, gdy widzi się już krzyż na szczycie góry, ostatnie metry okazują się najtrudniejsze i decydujące. Z lozańskiego hotelu Beau-Rivage (notabene to w nim w 1923 r. decydowano o losie Turcji) rzeczywiście rozciąga się piękny widok.

Skomentuj